czwartek, 28 sierpnia 2014

Zastaw

Dawno, dawno temu, był sobie chłopiec – blondyn o ciemnych oczach, nie niebieskich, więc nie idealny – któremu skończyło się kieszonkowe. Okoliczności owego deficytu pieniędzy były wyjątkowo niekorzystne – akurat była długa przerwa, a chłopcu bardzo chciało się pić.

Smutny chłopczyna wałęsał się po opuszczonych korytarzach, bo wszyscy akurat byli w sklepiku szkolnym i kupowali sobie najróżniejszego rodzaju napoje, a on nie mógł na to patrzeć. W pewnym momencie zmęczył się i usiadł na korytarzowej podłodze.

- O, biada mi, spragnionemu! – zawołał, a korytarz powtarzał za nim te słowa raz i kolejny. Dzieciaka nagle ogarnęło uczucie niesprawiedliwości. Nie mógł zrozumieć, dlaczego to właśnie on nie miał  kieszonkowego. Dlaczego nie ktoś starszy, z wyższej klasy, dojrzalszy, który by potrafił docenić owe doświadczenie jako lekcję na temat wartości pieniądza, tylko on, małe nie wiadomo co z blond włosami i brązowymi oczami, które nie wie nic o życiu, a korzyści z tego nie ma żadnych. Zdenerwował się i uderzył pięścią w ścianę.

Wtedy z tablicy korkowej nad jego głową sfrunęła karteczka papieru, która okazała się być reklamą. Wziął ją do ręki, obejrzał. Znajdował się na niej slogan: „Nie masz pieniędzy? Zadzwoń!”
Chłopaka zaciekawiła oferta z karteczki. Poszedł z nią do sekretariatu, zapytał:
- Proszę pani, mogę skorzystać z telefonu?
- Proszę. Ale nie ten, ten nie działa.
Blondyn podniósł słuchawkę i wystukał numer. Odezwał się niski, męski głos.
- Tak?
- Bo, proszę pana, ja nie mam pieniędzy.

Chłopak wyjaśnił, jak się ma sytuacja, skwitował, że w ogóle beznadzieja, i czy mogliby mu pomóc. Głos odparł, że oczywiście, i że za chwilę będą przed szkołą.  Uczeń zasugerował im pośpiech, tak, aby zdążyli przed końcem długiej przerwy. Zgodnie z zapowiedziami, po momencie pieniądze zostały dostarczone, a zadowolony chłopaczek kupił sobie sok.

Nazajutrz w jego domu rozległo się pukanie do drzwi. Otworzył ojciec, zapytał o co chodzi, po czym zawołał swojego syna mówiąc mu, że to do niego. Młodszy podszedł do drzwi, gdzie czekało nań dwóch panów w ciemnych garniturach. Oznajmili mu, że przyszli po zwrot pieniędzy z odsetkami. On stwierdził, że nie ma już tych pieniędzy, bo wydał wszystko na sok.
- Jak to, nie masz? Nic nie masz?
- Może tata ma.
- Ale ty już nic, kompletnie?
- No, nie.
Panowie spojrzeli po sobie.
- W takim razie musimy cię wziąć w zastaw.

Wzięli go pod pachę na podobieństwo dywanu i wynieśli z domu. Położyli go na ziemi przy samochodzie, z którego wyjęli karton z dziurkami. Zapakowali go do niego, a karton wstawili do bagażnika i pojechali. Gdzie? Tego już mu nikt nie powiedział.

Karton otworzył się dopiero w czyimś domu. Był to dom bogato zdobiony,  w całości był pomalowany na złoto, które w pewnych miejscach pękało, co sprawiało bardzo złe wrażenie. W domu rezydowała kobieta. Miała na sobie złoty szlafrok, złote kapcie, złote okulary i tlenione włosy.
- Pani dostawa – powiedział jeden pan w garniturze.
- Jak szybko! Dziękuję bardzo – odparła kobieta, po czym dodała – Ale brzydki jakiś ten model. Oczy nie pod kolor.
- Dlatego tak tanio – wyjaśnił drugi i wyszli.
Kobieta podeszła do chłopca, podniosła go i ustawiła na wadze.
- Ale pech! Gdybyś ważył nawet pół kilo mniej, zapłaciłabym mniej za przesyłkę – oznajmiła zażenowana. – Dobrze, że akurat teraz jesteś. Mam mokre włosy. Chodź tutaj.

Blondas podszedł. Kobieta patrzyła na niego wyczekująco, on jednak nie wiedział, co miał zrobić. Gospodyni wyglądała na coraz bardziej poirytowaną, on był zaś coraz bardziej skrępowany.
- No, dmuchaj!
On popatrzył na nią zaskoczony.
- Dmuchaj! Jesteś przecież moją suszarką.
Zaczął więc dmuchać w jej włosy, czuł się zobligowany, ponieważ nie zdawał sobie dotychczas sprawy z jego statusu suszarki, nie miał jednak wiele siły, bo został on zarekwirowany przed obiadem, dlatego nie był w stanie wysuszyć włosów kobiety.
- Mocniej!
Starał się też mocniej, ale i tak mu nie wychodziło. Dmuchał, ile sił w płucach, aż w końcu padł na podłogę ze zmęczenia. Jego właścicielka pochyliła się nad nim.
- No tak, wadliwy. Dlatego ma te oczy nie od zestawu.

Wykorzystała jego chwilową słabość i spakowała go z powrotem do pudełka. Napisała karteczkę: „TOWAR WADLIWY” i przyczepiła ją do pudełka, które spakowała do samochodu. Jechała na pocztę. 

Pociągnęła pudło do poczekalni, wzięła numerek i czekała, stosunkowo krótko. Kiedy jej numerek zawidniał na ekranie, podeszła do okienka i zakomunikowała chęć wysłania z powrotem wadliwego towaru. Urzędniczka zapytała jeszcze tylko, ile przesyłka będzie ważyć, kobieta podała wagę, urzędniczka podała cenę, kobieta zaczęła się wykłócać, że przecież pół kilo nie robi różnicy. Urzędniczka stwierdziła, że robi, a potem karton został zabrany i wysłany.

Teraz leży gdzieś zakurzony w składach owej firmy, w środku zaś wyleguje się blondyn, który zrozumiał w końcu morał tej opowieści, ale nie może go nikomu wyjawić, bo dalej jeszcze czeka na potencjalnego nabywcę. I długo jeszcze będzie czekał.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz