Dawno, dawno temu, był sobie chłopiec – blondyn o ciemnych
oczach, nie niebieskich, więc nie idealny – któremu skończyło się kieszonkowe.
Okoliczności owego deficytu pieniędzy były wyjątkowo niekorzystne – akurat była
długa przerwa, a chłopcu bardzo chciało się pić.
Smutny chłopczyna wałęsał się po opuszczonych korytarzach,
bo wszyscy akurat byli w sklepiku szkolnym i kupowali sobie najróżniejszego
rodzaju napoje, a on nie mógł na to patrzeć. W pewnym momencie zmęczył się i
usiadł na korytarzowej podłodze.
- O, biada mi, spragnionemu! – zawołał, a korytarz powtarzał
za nim te słowa raz i kolejny. Dzieciaka nagle ogarnęło uczucie
niesprawiedliwości. Nie mógł zrozumieć, dlaczego to właśnie on nie miał kieszonkowego. Dlaczego nie ktoś starszy, z
wyższej klasy, dojrzalszy, który by potrafił docenić owe doświadczenie jako
lekcję na temat wartości pieniądza, tylko on, małe nie wiadomo co z blond włosami
i brązowymi oczami, które nie wie nic o życiu, a korzyści z tego nie ma
żadnych. Zdenerwował się i uderzył pięścią w ścianę.
Wtedy z tablicy korkowej nad jego głową sfrunęła karteczka
papieru, która okazała się być reklamą. Wziął ją do ręki, obejrzał. Znajdował
się na niej slogan: „Nie masz pieniędzy? Zadzwoń!”
Chłopaka zaciekawiła oferta z karteczki. Poszedł z nią do
sekretariatu, zapytał:
- Proszę pani, mogę skorzystać z telefonu?
- Proszę. Ale nie ten, ten nie działa.
Blondyn podniósł słuchawkę i wystukał numer. Odezwał się
niski, męski głos.
- Tak?
- Bo, proszę pana, ja nie mam pieniędzy.
Chłopak wyjaśnił, jak się ma sytuacja, skwitował, że w ogóle
beznadzieja, i czy mogliby mu pomóc. Głos odparł, że oczywiście, i że za chwilę
będą przed szkołą. Uczeń zasugerował im
pośpiech, tak, aby zdążyli przed końcem długiej przerwy. Zgodnie z
zapowiedziami, po momencie pieniądze zostały dostarczone, a zadowolony chłopaczek
kupił sobie sok.
Nazajutrz w jego domu rozległo się pukanie do drzwi.
Otworzył ojciec, zapytał o co chodzi, po czym zawołał swojego syna mówiąc mu,
że to do niego. Młodszy podszedł do drzwi, gdzie czekało nań dwóch panów w
ciemnych garniturach. Oznajmili mu, że przyszli po zwrot pieniędzy z odsetkami.
On stwierdził, że nie ma już tych pieniędzy, bo wydał wszystko na sok.
- Jak to, nie masz? Nic nie masz?
- Może tata ma.
- Ale ty już nic, kompletnie?
- No, nie.
Panowie spojrzeli po sobie.
- W takim razie musimy cię wziąć w zastaw.
Wzięli go pod pachę na podobieństwo dywanu i wynieśli z
domu. Położyli go na ziemi przy samochodzie, z którego wyjęli karton z
dziurkami. Zapakowali go do niego, a karton wstawili do bagażnika i pojechali. Gdzie?
Tego już mu nikt nie powiedział.
Karton otworzył się dopiero w czyimś domu. Był to dom bogato
zdobiony, w całości był pomalowany na złoto,
które w pewnych miejscach pękało, co sprawiało bardzo złe wrażenie. W domu
rezydowała kobieta. Miała na sobie złoty szlafrok, złote kapcie, złote okulary
i tlenione włosy.
- Pani dostawa – powiedział jeden pan w garniturze.
- Jak szybko! Dziękuję bardzo – odparła kobieta, po czym
dodała – Ale brzydki jakiś ten model. Oczy nie pod kolor.
- Dlatego tak tanio – wyjaśnił drugi i wyszli.
Kobieta podeszła do chłopca, podniosła go i ustawiła na
wadze.
- Ale pech! Gdybyś ważył nawet pół kilo mniej, zapłaciłabym
mniej za przesyłkę – oznajmiła zażenowana. – Dobrze, że akurat teraz jesteś.
Mam mokre włosy. Chodź tutaj.
Blondas podszedł. Kobieta patrzyła na niego wyczekująco, on
jednak nie wiedział, co miał zrobić. Gospodyni wyglądała na coraz bardziej poirytowaną,
on był zaś coraz bardziej skrępowany.
- No, dmuchaj!
On popatrzył na nią zaskoczony.
- Dmuchaj! Jesteś przecież moją suszarką.
Zaczął więc dmuchać w jej włosy, czuł się zobligowany,
ponieważ nie zdawał sobie dotychczas sprawy z jego statusu suszarki, nie miał
jednak wiele siły, bo został on zarekwirowany przed obiadem, dlatego nie był w
stanie wysuszyć włosów kobiety.
- Mocniej!
Starał się też mocniej, ale i tak mu nie wychodziło.
Dmuchał, ile sił w płucach, aż w końcu padł na podłogę ze zmęczenia. Jego
właścicielka pochyliła się nad nim.
- No tak, wadliwy. Dlatego ma te oczy nie od zestawu.
Wykorzystała jego chwilową słabość i spakowała go z powrotem
do pudełka. Napisała karteczkę: „TOWAR WADLIWY” i przyczepiła ją do pudełka,
które spakowała do samochodu. Jechała na pocztę.
Pociągnęła pudło do
poczekalni, wzięła numerek i czekała, stosunkowo krótko. Kiedy jej numerek
zawidniał na ekranie, podeszła do okienka i zakomunikowała chęć wysłania z
powrotem wadliwego towaru. Urzędniczka zapytała jeszcze tylko, ile przesyłka
będzie ważyć, kobieta podała wagę, urzędniczka podała cenę, kobieta zaczęła się
wykłócać, że przecież pół kilo nie robi różnicy. Urzędniczka stwierdziła, że
robi, a potem karton został zabrany i wysłany.
Teraz leży gdzieś zakurzony w składach owej firmy, w środku
zaś wyleguje się blondyn, który zrozumiał w końcu morał tej opowieści, ale nie
może go nikomu wyjawić, bo dalej jeszcze czeka na potencjalnego nabywcę. I
długo jeszcze będzie czekał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz