Wszedł do windy, kto? Nie powiedziano. Zaczęli wtedy pisać.
Odnotowywali jego ruchy w celu, jakim? Nie stwierdzono. Tańczono, istniano,
pleciono.
On zaś był w windzie i nie był pewien, dlaczego. Wchodząc
nie zastanawiał się nad celem owego „wejścia”. Miało być wielkie – miało być
spektakularne, miało być, nie wiadomo czym być. Sparzył się nieco ogniem z
fajerwerków, szczypało, ale specjalnie mu to nie przeszkadzało, zresztą nie był
to jego główny problem, to nie był żaden problem.
To było wyjątkowe szczęście. Bardzo określone uczucie –
szczypało. Przyczyna – skutek, zadanie pierwsze, rozdział pierwszy, odpowiedź
pierwsza, brawo, odpowiedź pierwsza, punktów jeden. Takie tam łatwe, normalne,
żywotne, nieżyciowe, nienegujące się wzajemnie. Było źle, jest gorzej, będzie
lepiej, pewne jutro, pewne, że to coś, co nastąpi – nastąpi, może będzie boleć
bardziej, może mniej, w każdym razie – sekwencja niezakończona jeszcze,
zakończoną będzie.
Pisano, zapisywano, spisywano, opisywano, odpisywano, przepisywano
na brudno i na czysto, nadpisywano, podpisywano, oddawano do sprawdzenia
koledze po prawej, i pisano dalej. Trudno było teraz coś napisać o jego
zachowaniu, ale to także nie umykało ich uwadze i zapisywali „Nie do opisania.
Osoba stoi, myśli. Może ciężko, brwi ma osoba zmarszczone. Pięknie wygląda w
świetle księżyca – niestety nie świeci teraz księżyc. Może to jej plan, tej
osoby, żeby poczekać do nocy, bo ładnie wygląda w księżycu i wtedy to ją dopiero
opiszemy. Dalej czeka, teza moja się zbliża do potwierdzenia. I czeka dalej,
jest już noc, ale Księżyca nie ma.”
A on naprawdę nie miał pojęcia, dlaczego wszedł do tej
windy. Stał tak sparaliżowany, czekał aż coś się stanie – czekał, ale pomoc nie
nadchodziła, nawet drzwi się nie zamknęły, bo tak to byłby spokój.
Pisano – kreślono – myślano – ale pomoc nie nadchodziła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz